The Station Agent

Ja wiem, że nie powinno się od razu po seansie pisać swojej opinii i nie powinienem, aby emocje mną pomiatały, ale na spokojnie nie umiem ocenić tego filmu, ponieważ…

Co za chuj postanowił tak skończyć film?!

Dobra, już się uspokoiłem i teraz mogę się skupić na całości, a nie tylko na zakończeniu.
Od samego początku widać, że to coś więcej niż typowe amerykańskie filmidło, ale mimo wszystko nie zamierzam się w to wgłębiać.
Postanowiłem, że opiszę z perspektywy typowego Janusza, który wrzucił do napędu pierwszą lepszą płytę, otwiera piwko i wygodnie się rozsiada w fotelu. 


Gdybym wgłębił się w to wszystko, to opisywałbym relacje trójki bohaterów, przynudzałbym o tym, że jest to obraz o inności, samotności, pasji oraz przyjaźni, ale nie zrobię tego.

Zarobimy na jutubie

To co pierwsze się rzuca w oczy, to  to, iż „The Station Agent” jest zrobiony w starym stylu, powstał on w 2003 roku, a podczas oglądania czujemy się jakbyśmy patrzyli na obraz z roku 1983, co mówiąc szczerze przypadło mi cholernie do gustu.

Obraz wciąga i nie ma co ukrywać tego faktu, ale na samym początku trudno się przyzwyczaić do widoku karła jako głównego bohatera. 


W pierwszej chwili widzimy dwóch przyjaciół pracujących przy sprzedaży zabawkowych pociągów, aż w pewnym momencie jeden z nich umiera, a drugi dziedziczy po nim nie sklep, lecz stacje kolejową w wypizdowie dolnym, znaczy się w małej amerykańskiej wsi i tyle.

Czekam na pociąg, ale nie ma torów.

Ilość dialogów powala, mówi się czasem, że filmy są przegadane, a tutaj mamy odwrotną sytuacje i poza krótką wymianą zdań ciężko znaleźć jakąś dłuższą wypowiedź.
Gdy bohaterowie „rozmawiają” da się wyczuć nieporadność w ich słowach, zachowują się jak dzieci i nie wiedzą co powiedzieć, ani co zrobić.

Nie raz i nie dwa, zdarzy się okazja do krótkiego śmiechu, ale tylko tym, którzy lubią lekko ironiczny typ humoru.

Każde ujęcie, każda nuta, wszystko jest ze sobą idealnie dograne, ale mimo wszystko szlag człowieka trafia na myśl o zakończeniu.

Ale ona ma piersi.

Gdyby nie zakończenie, to dałbym temu filmowi 8 gwiazdek, ale nie mogę, więc dam ich 7.

Filmowy Janusz mówi: Ciepły, wesoły i cholernie specyficzny film, który nie każdemu przypadnie do gustu.
Jego największym plusem jest to, że gra w tym dziee facet z „Gra o tron” i on naprawdę daje radę.
Jeśli jednak lubicie ciężkie kino, to zapraszam na seans. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s