Smrt u Sarajevu

Ludzie mi mówią, że powinienem od czasu do czasu obejrzeć jakiś mało znany film, więc zrobiłem tak i…
Zostaje przy US i A, ponieważ ludzie robiący europejskie kino nie umieją napisać dobrego zakończenia.

Gdyby to była jedyna wada tego obrazu, to zacząłbym pisać o zaletach tego dziea itp. ale niestety muszę dalej brnąć w brudach i następny akapit dedykuje „Znawcom kina”, więc jeśli nie chcecie czytać mojego pieprzenia, to przejdźcie do kolejnego sami – wiecie – czego.

Skąd bierze się przekonanie, że ci, którzy oglądają jakieś małe znane filmy, odnajdują ukryte smaczki, a do tego znajdują trzecie dno mogą się czuć kimś lepszymi od takich jak ja?
Dziewięć na dziesięć takich osób, to narcystyczni debile, którzy widzą tylko swój czubek nosa i nie umieją przyznać komuś racji (sam taki jestem, ale ja przynajmniej umiem powiedzieć, że popełniłem błąd itp.).
Ja rozumiem, że są osoby, które lubią filmy akcji, akcyjeczki i są też tacy, którzy lubią rozmyślać o seansie, który właśnie obejrzeli, ale jakimś dziwnym trafem „znawcy” gardzą tymi zwykłymi ludźmi co dla mnie jest totalnie niezrozumiałe.
Ja sam lubię obejrzeć jakiś głęboki obraz, aby sobie porozmyślać, ale bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że większość ludzi woli prostsze kino, więc dlatego częściej recenzuje blockbustery, a nie takie jakiego tytuł widzicie na samej górze.
Powiem wam szczerze, że czuję się jak jebany kurwa Jezus i staram się łączyć jedno z drugim (kiepsko mi to wychodzi, ponieważ wielu narzeka na zbyt proste słownictwo [kurwa, spójrz na nazwę bloga i patrz na niego przez godzinę, a może w końcu zrozumiesz dlaczego tak piszę. Podpowiem ci, że chodzi o człon Janusz]), a do tego oglądam, to jak zwykły film, a nie dzieo (boskie!!!!1111!), więc musiałem wejść w tłum ubrany całkowicie na biało byście na mnie nie tylko patrzyli, ale i słuchali.
Kino, to po prostu kino, więc jednych bawi, a drugim daje szansę na chwilę refleksji i to jest właśnie piękne w filmach.

Teraz wróćmy do omawianego tytułu.
Jak już wcześniej wspomniałem ma on wiele wad, więc czas na kolejną.
Reżyser umieścił w tym filmie tyle historii, że człowiek czuje się zagubiony, a do tego zakończenie nic nie wyjaśnia.
Piękne, niezależne i chujowe kino.

Gdyby to był film o hotelu i o jego pracownikach (strajku) i nie byłoby wstawek reporterskich, scen mafijnych i miłosnych, to byłoby super, ale niestety tak nie jest i to boli, oj kurwa bardzo boli, i gdy nagle światła rozbłysły musiałem krzyknąć WTF i to na głos, a nie w myślach (patrzyli na mnie jak na debila).

Do tego dorzucono wątek polityczny, który sprawiał, że człowiekowi chciało się rzygać.

Chyba jestem zbyt głupi na ten obraz, ponieważ hotel to metafora życia tak samo jak uniformy pracowników, reportaż to manifest, a sceny miłosne pokazują, że miłość wszystko przezwycięży.
Tak, tak wiem, że chodzi o coś więcej, ale ja mam to w dupie i miałem nadzieję na przyjemne i rozluźniające kino, które zmusi mnie do intelektualnego wysiłku, a dostałem chuj wie co.

Jeśli chodzi o to plusy, to powiem szczerze, że jest jeden, który mnie cholernie do tego dziwi.
Ten film na tyle dobrze się ogląda, że może i nie nudzi, ale wkurwia i to bardzo.

PS Na obrazie poznajemy historię Bośni, a do tego obserwujemy pracowników hotelu i te dwie historie się przeplatają co jakiś czas.
PPS Jeśli będziecie w okolicy Krotoszyna, to zapraszam do kina „Przedwiośnie 3D”.

Filmowy Janusz mówi: Trzymaj się z dala od tego czegoś i mogę go polecić tylko osobom, które czują się „wyjątkowo”, ponieważ widzą coś więcej prócz obrazu. 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s